PsychoPracownia Integra Monika CałkaO współuzależnieniu- Piotr Sarnowski

Przed rozpoczęciem swojej pracy zawodowej posiadałem już pewne wyobrażenie dotyczące żon alkoholików. Na to wyobrażenie składało się kilka obrazów takich żon, które różniły się stażem bycia ze swoim partnerem, wiekiem, większą czy mniejszą naiwnością w stosunku do fałszywych obietnic swojego męża, który deklarował wiele razy zmianę swojego zachowania, itd.

Dziś tych obrazów posiadam już nie kilka, lecz całe mnóstwo. Każda osoba współuzależniona ma inną sytuację, historię, przeżycia, doświadczenie. Co więcej, każda z tych osób jest inna pod względem osobowości, charakteru, a zatem wymaga odrębnego, indywidualnego podejścia. Kobiety, które się do mnie zgłaszają, są w różnym wieku. Nie ma tu też reguły, co do ich statusu materialnego, wyglądu czy domu, w którym się wychowały – zresztą, to wszystko nie ma tutaj żadnego znaczenia.

Znaczenie ma tu fakt, iż wszystkie one mają pijącego partnera. Pytanie, które najczęściej słyszę od tych kobiet brzmi: „Co mam zrobić, aby mój partner przestał pić”? Proszą one o pomoc dla swojej rodziny, dzieci, ale przede wszystkim dla swojego partnera.

Kobiecie na takim spotkaniu towarzyszą rozmaite emocje – pojawia się płacz, krzyk, a nawet zamknięcie się w sobie. Widzę ewidentnie, że dana osoba potrzebuje pomocy. Jej wypowiedzi są długie, a ich tematyka krąży wokół pijącego partnera. To jej skoncentrowanie się na swoim partnerze i jego funkcjonowaniu sprawia, że o sobie i swoich potrzebach nie mówi nic albo mówi niewiele. Widzę też wielki wysiłek, jaki codziennie wkłada w to, by zmienić jego zachowanie.

Kobieta przychodząca do mojego gabinetu często znajduje się w stanie zwątpienia lub załamania, który wynika z tego, że w jej życiu nic nie funkcjonuje tak jak powinno. W jej domu nieustannie obecna jest przemoc, lęk i napięcie. Nie ukrywa przede mną swojego stanu psychicznego, który jest w krytycznej formie. Opowiada o swoim zachowaniu w domu oraz o zmiennych emocjach skutkujących nieprzespanymi nocami, krzykiem, płaczem lub nagłymi wybuchami śmiechu.

Żony alkoholików opowiadają różne historie.
Pamiętam jedną pacjentkę, która opowiadała mi o swojej nienawiści do męża pijącego w osobnym pokoju i ubliżającego jej. Zawsze wtedy w jej wyobraźni mnożyły się rozmaite scenariusze związane z dalszym rozwojem sytuacji. W międzyczasie szukała w sobie winy za to, że on pije a do głowy przychodziły jej kuriozalne uzasadnienia, np. „może on pije, dlatego, że nie smakował mu mój obiad?”. Z kolei inna pacjentka zastała w Sylwestra swojego męża w sytuacji, w której próbował powiesić się na klamce.

Jeszcze inna kobieta wspominała pijacką awanturę w swoim domu, która miała miejsce podczas „zakrapianej imprezy”, jaką urządzili sobie jej mąż ze swoim kompanem i która zakończyła się ze skutkiem śmiertelnym dla tego drugiego. Jak widać, każda historia opowiadana przez zony alkoholików jest inna, ale każda jest trudna, nieprzewidywalna i budząca grozę. Nic zatem dziwnego, że partnerki mówią o lęku przed swoimi pijącymi mężami. Często jest to lęk o własne życie.

Osoby współuzależnione w trakcie naszej rozmowy nie mówią nic ani na swój temat, ani na temat swoich potrzeb. Mówią natomiast dużo o miłości i swoich pięknych wspomnieniach z okresu, kiedy partner nie pił. Uważają partnera za „dobrego człowieka”, więc jest nadzieja, że się opamięta, zrozumie – czyli po prostu, że przestanie pić. Dlatego cierpliwie trwają przy nim, nie rozważają rozwodu i nie chcą go zostawić samego ze swoim problemem. Uświadamiam im, że partner ma chorobę alkoholową, która sama nie ustąpi, lecz jest możliwa do leczenia i przedstawiam program terapeutyczny.

Bezpieczeństwo i zaufanie.
Podczas pierwszego spotkania staram się stworzyć relację terapeutyczną opartą na bezpieczeństwie i zaufaniu, która w dalszym etapie będzie służyć do wspólnej pracy. W trakcie kolejnych spotkań, stopniowo zdobywam od pacjentki odpowiedni zasób informacji, który pozwala mi na wprowadzenie zmian przy zachowaniu istoty programu. Celem jest tu przekazanie wiedzy na temat alkoholizmu, współuzależnienia, pomoc osobie współuzależnionej w zidentyfikowaniu własnego zachowania, przeprowadzeniu jego oceny, wyciągnięciu wniosków, zapragnięciu zmian i rozpoczęciu pracy nad zmianami w myśleniu, zachowaniu, odczuwaniu. Bardzo pożądane jest uzyskanie przez uczestniczki terapii poczucia osobistej wolności od problemu alkoholizmu męża. Idealne byłoby, aby podjęły decyzje, co do swojego życia i zaczęły te decyzje realizować. W mojej ocenie, bazując na dotychczasowym swoim doświadczeniu, opcje, jakie mają do wyboru współuzależnione kobiety mogą być przynajmniej trzy:

Pierwsza: Zostaję z Nim, rozumiem Jego chorobę, nie zamierzam z nią walczyć.

Kiedy pije, czekam, aż skończy. Nie wymawiam mu jego picia, lecz powtarzam jedynie jak “zdarta płyta”, że powinien się leczyć, bo nie daje sobie rady z piciem. To mój mąż, kocham Go, żal mi Go, ale wyczerpałam już wszystkie sposoby i możliwości, aby przestał pić. Bez żalu i złości pomagam mu przejść ciąg picia, mam wewnętrzną zgodę na takie swoje zachowania.

Druga: Zostaję z Nim, rozumiem Jego chorobę, więc nie robię mu wymówek.

Nie krzyczę, nie szantażuję, nie grożę, itd.. Kiedy pije, czekam aż skończy, a wtedy konfrontuję go z piciem, stawiam warunek: albo przestaniesz pić, podejmiesz leczenie, albo ja. Ostrzegam o kolejnych krokach, jakie zamierzam podjąć i wnoszę o zobowiązanie do leczenia. Nie ustanę w tym, wierząc, że któraś kolejna terapia zadziała i On zechce przestać pić. Mam wewnętrzną zgodę na takie zachowania.

Trzecia: Zostaję z Nim, rozumiem Jego chorobę.

Nie odchodzę ze względu na dzieci. Albo rodziców, wiarę (bądź z innych, ważnych dla mnie powodów), ale każde z nas żyje swoim życiem. Przy okazji świat, czy wyjątkowych spotkań rodzinnych udajemy dobre małżeństwo i… wszyscy są zadowoleni – ja też. Mam wewnętrzną zgodę na takie swoje zachowania.

Pragnę zmobilizować wszystkie kobiety, które zmagają się z problemem współuzależnienia, do przełamania swojego lęku, obaw, wahań, a przede wszystkim do uwierzenia w to, że wszystko zależy od Was. Zachęcam do pracy nad przywróceniem własnej wartości, do nauczenia się brania odpowiedzialności za siebie, a nie jak do tej pory – za męża i jego chorobę alkoholową. Nie musicie mierzyć się z tym problemem same. Nie musicie też cierpieć, lecz… po prostu cieszyć się życiem.

Autor tekstu: Piotr Sarnowski

Tekst ukazał się również tu: http://mamadu.pl/u/2691,piotr-sarnowski

After you have typed in some text, hit ENTER to start searching...